RT @Mielniczek_W: Dobry wieczór TT! Po 3 dn. bana WRÓCIŁAM! I nienie poddajemy się. Powiem nawet więcej: prawda zawsze wygrywa! I to sobie drogie "wolne media" oraz drodzy zwolennicy opozycji zapamiętajcie raz na zawsze! A i karma nigdy nie gubi adresu - to tak na dobranoc😉#PrawicaZaWolnoscia. 30 Aug 2022 19:40:09 że nie skończy się happy end'em finał. To wszystko przez ciebie, nie chcę już widzieć twojej twarzy na moim niebie. Gdzie koniec drogi mojej? ja nie chcę doznać krzywdy twojej. Mam dość, nie rób mi ciągle na złość. Zamilcz, znikaj stąd. Twoja osoba to jeden wielki bład. Karma nigdy nie gubi adresu. Wit-Formela Katarzyna. BESTSELLER. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Dla mnie Arek był najprzystojniejszy na świecie, ale Vay Tiền Online Chuyển Khoản Ngay. Życie z kotem Co zrobić, jeśli stracisz kota? Ten artykuł jest tłumaczony przez Google Translator. Pracujemy nad jego ręcznym tłumaczeniem. Dziękujemy za wyrozumiałość. Niestety, czasami pobożny kot domowy, który prawie nigdy nie wypycha nosa z domu, znika pewnego dnia. Może była przytłoczona ciekawością, a może się bała ... Niezależnie od powodu, było to bardzo stresujące dla właściciela. Co robić w takiej sytuacji? - Dzwoń, dzwoń i dzwoń w jej imieniu - tak późno, jak to możliwe wieczorem, jak najszybciej rano, o ile jest spokojny. Jeśli jest to kot (kobieta), nie jest dla niej naturalne bieganie przez otwartą przestrzeń, więc prawdopodobnie znajdzie się gdzieś bardzo blisko miejsca, w którym mogłaby iść wzdłuż ściany (pod samochodami, w krzakach). - Trzymaj jedzenie i wodę w pobliżu miejsca, w którym zostało zgubione. Chociaż jest prawdopodobne, że zestresowany kot nie przyjdzie na jedzenie. - Naklej tyle plakatów z opisem, a najlepiej jego zdjęciem - i nie zapomnij napisać nagrody. Zamieść raport zagubienia w ruchliwych miejscach w pobliżu , najlepiej ze zdjęciem i nagrodą (pub, sklep spożywczy, szkoła - dzieci są bardzo uważne, biuro, przystanek autobusowy, dworzec kolejowy, sklepy z psami, weterynarz itp.). - Na przykład, jeśli kot ma dostęp do dachu z okna, spróbuj spojrzeć przez teleskop w pobliżu dachu z wyższego punktu. Może być pochowany w rynnie lub w pęknięciu. Spróbuj gdzieś usłyszeć miauczenie. - Patrzeć na świat z punktu widzenia kota - w praktyce, zastanawiać się, gdzie małe gibkie i szalenie ciekawe stworzenie może się czołgać lub dopasowywać. Ważne jest, aby zapytać w okolicy, czy w momencie utraty kotów nie były otwarte różne obszary (garaż, piwnica, kotłownia, magazyn. Lub odkryte wykopy itp.), Gdzie kot mógł się wspinać, a po zamknięciu nie wydostawał się. - Zadzwoń do właściwego organu (miejskiego, lokalnego, miejskiego), aby sprawdzić, czy zwierzęta zostały schwytane w miejscu utraty - Zadzwoń do schronisk kilka razy z rzędu w ciągu kilku tygodni. Ich operatorzy często nie rejestrują strat i ustaleń kotów, czasem lepiej jest odwiedzać schroniska bezpośrednio - Skontaktuj się z właścicielem psa w okolicy, pytając, czy obserwował kota lub widział z jakiegoś słabego miauczenia. Zapytaj karmicieli zbłąkanych kotów w okolicy, czy dodali internat, do którego oryginalne koty nie są pomocne. - Wyślij zdjęcie z opisem na adres e-mail psoz@ i e-mail Stowarzyszenie na rzecz ochrony zwierząt w skrajnej rozpaczy, bo sam na i i . - Odwiedź stowarzyszenie łowieckie i weterynarzy w okolicy i poinformuj ich o utracie, najlepiej ze zdjęciem - Poproś służby techniczne o pomoc, jeśli zwierzę zostanie znalezione, na przykład przez drogę Pełna lista schronisk znajduje się na stronie Kiedy i jak długo szukać? Wieczory są dobre, aby rozpocząć główne wyszukiwanie. Śledź sezon i szukaj latem później niż zimą. Pamiętaj, że koty w ogóle (a zwłaszcza koty zagubione - zdezorientowane i zestresowane) zawsze wychodzą ze swoich skrytek po zmroku iw czasie, gdy wszędzie panuje spokój. Najlepszą porą na poszukiwanie w zimie jest od ósmej wieczorem, a latem od dziesiątej. Im dłużej (= więcej godzin) szukasz kota wieczorem, tym większe prawdopodobieństwo, że go znajdziesz. Szczególnie pierwszy wieczór najlepiej wygląda 3-4 godziny. Z każdym dniem gubi się, prawdopodobieństwo znalezienia go maleje. Jak szukać? Szukaj jej w taki sam sposób, jak się zgubiła. Oznacza to, że najpierw zaczynasz zwiedzanie okolicy w domu i przed domem, w którym nastąpiła utrata, i kontynuujesz w kółko do bardziej odległych miejsc. Spójrz spokojnie, ale nazwij swojego kota po imieniu. Zatrzymuj się w regularnych odstępach czasu i słuchaj ciszy. Jeśli słyszysz gdzieś miauczenie, zwykle jest to sygnał, że kot jest gdzieś uwięziony, z którego nie może się wydostać. Następnie idź w tym kierunku i naprzemiennie cicho zadzwoń i posłuchaj, prawdopodobnie jesteś w miejscu docelowym. Nie zapomnij o podłodze technicznej, ewentualnie piwnicy twojego domu. To właśnie tam znajduje się większość kotów. Nieważne, że raz go obejrzałeś ... Miejsca te muszą być przeglądane w sposób ciągły i powtarzalny. Pierwszy wieczór poszukiwań jest ważny, aby zabrać ze sobą miski z wodą i jedzeniem i umieścić je w odpowiednich miejscach: * w domu - piwnica, podłoga techniczna, piwnica domu, w której nikt nie chodzi, strych lub najwyższe piętro * przed domem - do okien piwnicznych, do technicznych otworów w podłodze, na dziedziniec, krzewy, szopę, za garażem, do magazynu i innych obszarów, w których istnieje możliwość ukrycia * wokół domu - kosze na śmieci, ogrodzenie, ogrodzenie, ściana, dach szopy, dach garażu, ławki itp. Naczynia należy zawsze umieszczać w miejscach, w których „ludzie nie chodzą, ale koty mogą chodzić ”. Nie jest właściwe umieszczanie ich na szlakach pieszych - psy prawdopodobnie je zjadłyby. Naczynia powinny być małe i dyskretne, z niewielką ilością jedzenia. Umieść tylko około dwóch łyżek puszki w każdej, aby zapobiec niepotrzebnemu zepsuciu się kanału . Lepiej jest zachować niż karmić na sucho (na zewnątrz deszcz zamoknie, w piwnicy może więcej zapachów i przyciąga kota na obiad). Oznacz szklaną lub przezroczystą miskę wody na zewnątrz markerem (zaznacz linię, w której woda sięga). Jeśli przy następnej wizycie będzie mniej, oznacza to, że ktoś pił z miski - prawdopodobnie twój kot. Jak często szukać? Poszukiwanie jest wskazane każdej nocy (przynajmniej do północy, lepiej dłużej), każdego ranka przed świtem, krótko spaceruj po domu. Przy każdym wyszukiwaniu należy ominąć wszystkie umieszczone naczynia i sprawdzić ich stan. Jeśli jedzenie nie zostanie utracone, wymień je na nowe. Jeśli zniknął, jest to sygnał do dokładnego przeszukania tego miejsca. Najlepiej jest napełnić miskę jedzeniem i odejść, ale tylko we właściwej odległości - aby kot mógł pomyśleć „jest czyste powietrze”, ale dobrze to widziałeś. Wskazane jest, aby wyposażyć tę służbę wartowniczą w latarkę, a w przypadku wizyty kota, aby ją zabłysnąć. Przez chwilę może być lekki, ale to nie ma znaczenia, bo dowiesz się, czy to zgubiony kot, czy dziki. Co zrobić, jeśli zobaczysz swojego kota? Jeśli widzisz swojego kota przy misce z jedzeniem, wygrałeś (ale uważaj, nie do końca !!!). Kiedy twój kot zacznie jeść, pozwól mu jeść i podejdź powoli. Jeśli cię widzi, mów do niej kojącym głosem i wzywaj ją po imieniu, ale zatrzymaj się. Jeśli znów zaczną jeść, podejdź ponownie, ale powoli. Wołaj ją i siadaj na niej, żebyś nie wyglądał zbyt duży. Wyciągnij rękę i spróbuj ją pogłaskać. Nie wykonuj gwałtownych ruchów. Jeśli go uchwycisz, nie możesz go uwolnić, nawet jeśli musisz zostać porysowany. Pamiętaj, że twój kot boi się śmierci i może cię nie rozpoznać. Jeśli nie zostanie złapany i ucieknie w ostatniej chwili, to nie ma znaczenia. Zobacz, gdzie się schować. Jeśli znika gdzieś w piwnicy lub gdzieś, gdzie nie można wyjść poza nią, daj mu miskę jedzenia do miejsca, w którym go ostatnio widziałeś. Co zrobić, jeśli nie możesz złapać kota? Kiedy już znasz swojego kota bezpiecznie i wiesz, dokąd poszedł, ale nie możesz go śledzić, czas na złapanie jest dla ciebie. Powinieneś wykonać następujące czynności: Natychmiast (!!!) zadzwoń do schroniska i zapytaj o możliwość złapania zagubionego kota, który zostanie znaleziony, ale nadal nie możesz go złapać. Zaakceptuj najbliższą możliwą datę, kiedy możliwe będzie wyniesienie klatki z schroniska. Najlepszy czas na złapanie to pierwszy wieczór po zobaczeniu kota w określonym miejscu. Bądź pomocny w łapaniu. Jeśli zgodziłeś się na oddzielne przechwytywanie, dokładnie postępuj zgodnie z instrukcjami i dokładnie je przestrzegaj. - Są to w szczególności: * Nigdy nie pozostawiaj klatki bez nadzoru, w przypadku kradzieży zapłacisz ją * Strzel w odpowiednie miejsce (tam, gdzie są krzaki, nie ma wielu ludzi i nie ma zbyt wiele otwartej przestrzeni) * złap łapaczkę w nocy (najlepiej po dziesiątej do jedenastej) * jako przynęty używaj wędzonej makreli lub gotowanych filetów (czują się mocno) * Ostrożnie złap łapkę, wykonaj jedną próbę * wybierz swój posterunek strażniczy z dala od miejsca klatki, nie martw się, że nie usłyszysz klatki „klatka” * Trzymaj strażnika w całkowitej ciszy, a jeśli to możliwe, możesz strzec w częściowo otwartym samochodzie (jest to najbardziej odpowiednia opcja, jeśli jest to technicznie możliwe, ponieważ nie jesteś już kotem, ale samochodem) * Jeśli kot złapie, nigdy nie otwieraj klatki pułapki na otwartej przestrzeni! Zawsze przykryj go kocem lub szmatą i zabierz do zamkniętego pokoju, a dopiero potem uratuj kota * Uzbrój się w cierpliwość, ponieważ schwytanie może potrwać kilka godzin lub nocy * Jeśli wiesz, że kot idzie na słupek, ale nie chce wspinać się do klatki, nie przestawaj łapać, kot ostatecznie wpełznie do klatki. Jeśli złapałeś kota, wygrałeś! Prawdopodobnie uratowałeś życie swojemu kotowi i udowodniłeś sobie, że nie dbasz o swoje zwierzę. Artykuł został przyjęty przez Cats SOS Hodonin Fanom reportażu Wojciecha Jagielskiego nie trzeba przedstawiać. Autor książek reporterskich z różnych stron świata „Modlitwy o deszcz”, „Wież z kamienia”, „Nocnych wędrowców”, „Wypalania traw” czy „Wszystkich wojen Lary”. Zdobywca licznych prestiżowych nagród nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz MediaTorów, czyli nagrody przyznawanej osobom, które zdaniem studentów dziennikarstwa swoją działalnością medialną odciskają piętno na kartach historii. Obecnie współpracownik Tygodnika Powszechnego. Z Wojciechem spotkałem się w jednej z krakowskich kawiarni by porozmawiać o jego ostatniej książce Na wschód od zachodu, egoistycznym pragnieniu wolności, duchowej turystyce, utopiach i rewolucjach. Do wywiadu załączyłem zdjęcia Jacka Garofalo, który w 1971 roku obserwował hipisów w Indiach. Wojciech Jagielski w Dharamsali Fot. Anna Wolanin Dla wielu recenzentów temat Pana ostatniej książki „Na Wschód od Zachodu” był zaskakujący. Reporter wojenny pisze książkę o hipisach. Czy Pan, przebywając na tych wszystkich frontach, wśród mudżahedinów z Afganistanu czy Czeczenii, wśród wojennych weteranów z Armii Bożego Oporu, po prostu gdzieś w głębi duszy za hipisowskim stylem życia nie tęsknił? To była raczej chęć poznania. Im coś jest bardziej niepojęte, tym bardziej ciekawi, tym bardziej człowiek chce się temu przyjrzeć, zrozumieć. Zresztą nigdy nie miałem wrażenia, że piszę wyłącznie o wojnach. Zanim zabierałem się za pisanie książki, musiałem sam sobie odpowiedzieć na pytanie, o czym jest ta historia afgańska, czeczeńska lub ugandyjska, której byłem świadkiem i o której chcę opowiedzieć. O czym ona naprawdę mówi, z czym się kojarzy. Wojenne były tylko scenografie, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby opowiadać o wojnie jako takiej. Wojny były tylko narzędziem do opowiedzenia historii o ludziach. Z jednej strony, moja nowa książka jest faktycznie inna. Z drugiej – wcale według mnie nie różni się aż tak bardzo od wcześniejszych. Wojen, faktycznie, jest tu mniej. Zawsze dla każdej opowieści starałem się znaleźć najlepszą dla niej formę, najwłaściwszą. Afganistan różni się w końcu od Południowej Afryki. Inna jest też melodia opowieści afgańskiej, a inna południowoafrykańskiej. Ale czy ten pozbawiony wojen świat z wyobrażeń hipisów Pana nigdy nie kusił? Nie, nigdy nie uważałem naszego zachodniego świata za doskonały, ale nigdy też nie uważałem, że jest on tak paskudny, by szukać sobie jakiegoś innego miejsca. W ogóle uważam, że szukanie tego najlepszego miejsca na ziemi nie musi koniecznie oznaczać przemieszczania się w przestrzeni. Nie musi być ucieczką. Jeżeli coś nie pasuje, czasami lepiej dojść, co jest tym cierniem i z tym się zmierzyć, spróbować go usunąć, a nie rzucić wszystko w diabły i liczyć, że gdzie indziej wszystko będzie łatwe. Portret hipisa o imieniu Sadou, Waranasi, 1971, fot. Jack Garofalo No właśnie, można by powiedzieć, że jest w twoich bohaterach pewien egoizm. Zostawiają wszystko, skupiają się wyłącznie na sobie i jadą szukać… czego? Utopii? Oni nie nazwaliby tego utopią, ale wyobrażali sobie coś, co my moglibyśmy utopią nazwać. Oni mieli wyobrażenie tego szczęśliwego miejsca, o którym czytali, o którym tyle słyszeli. Chcieli po prostu sprawdzić, jak tam jest. A uważali, że na Zachodzie nigdy nie znajdą tego, co kojarzyło im się ze szczęściem i dobrym życiem. Uznali, że Zachód jest raz na zawsze skończony, bo oddał się sprawom materialnym i zapomniał o wszystkim, co się wiąże z duchowością. Nie pamiętali, że zaledwie kilkanaście lat temu skończyła się makabryczna wojna światowa, która zburzyła świat ich rodziców. Nic dziwnego, że po wojnie marzyli wyłącznie o małej stabilizacji. Dla rodziców hippisów ta stabilizacja, dostatek, przewidywalność losu oznaczała największe szczęście. Ich dzieci tego nie chciały. Tak, niczym nieograniczona wolność jest bardzo egoistyczna. Często przechodzi, czasem w niezauważony sposób, w samotność. Wolność oznacza wyzbycie się związków. Każdy związek ogranicza. Rezygnacja ze związków oznacza jednak samotność. To była bardzo egoistyczna postawa, ale czy lepszym jest podporządkowanie się oczekiwaniom innych i poświęcenie swojego życia tylko po to, by inni byli z niego zadowoleni? Ja ich nie osądzam. Ja mam też takie wrażenie, że trochę opisujesz ginący gatunek podróżnika. Dziś, gdyby młody człowiek decydował się na taką podróż, to pewnie wyruszyłby uzbrojony w kamerkę go pro z life streemem, telefon ze stałym podpięcie pod Instagrama, YouTube i Facebooka. Dziś odpięcie się od systemu wydaje się dużo trudniejsze. W tamtych czasach wyjazd do Indii – tak bywało jeszcze nawet w połowie lat 80 – oznaczał odcięcie się, zerwanie z tym wszystkim, co stanowiło o świecie Zachodu. Komunikacja z domem była o niebo trudniejsza. Dzisiaj zmienił się cały świat. Ci sami ludzie, którzy dzisiaj nawet w podróży nie rozstają się ze swoimi telefonami, w latach 60. postępowaliby pewnie podobnie jak hipisi. A z kolei hipisi, mając wtedy te wszystkie wynalazki, zachowywaliby się jak ci dzisiejsi. Myślę, że większość z nich gnała w świat pragnienie zmiany. Ale czym to się różni od pobudek dzisiejszego podróżnika, który wyrusza w drogę, żeby w pół roku przejechać świat dookoła? Albo zobaczyć Antarktydę. Ciekawość, chęć poznania czegoś innego. Ich sytuacja była o tyle lepsza, że zaraz za Stambułem zaczynał się świat tak zupełnie inny niż ten, w którym żyli, bardzo szybko doświadczali tej odmienności. Dziś, gdy świat przemienił się w globalną wieś, trudno znaleźć już takie miejsce diametralnie inne od wszystkiego. Ciężko dziś o miejsca na wyłączność. Wszystko jest dostępne w Internecie. Może i uda się znaleźć, jakieś swoje miejsce, ale w momencie, gdy pochwalisz się tym na blogu, to traci ten magiczny charakter. To prawda. Co więcej, proces ten zapoczątkował pewien hipis, Tony Wheeler, który założył Lonely Planet i zepsuł te wszystkie wyjątkowe miejsca, opisując je w swoim przewodniku. Szczęśliwie nic nie jest dane raz na zawsze. Ta potrzeba posiadania czegoś na wyłączność jest silniejsza niż cokolwiek innego. Nie mogłem się nadziwić, skąd wzięli się na przykład wędrowcy, którzy na cel podróży wybrali Rosję. A na przełomie wieków pojawiło się mnóstwo młodych ludzi, którzy zmierzali do Rosji i po Rosji z taką samą determinacją jak hippisi zmagający się z Iranami, Afganistanami, żeby dotrzeć do Indii. Uważam, że w podróży powinno się jednak mieć jakiś cel. Dla podróżników w Rosji często był nim Bajkał. Wyobrażam sobie, że jadąc przez Rosję, ma się to poczucie wyjątkowości, wyłączności. Przestrzeń rosyjska jest tak rozległa, że podróżnik musi odnosić wrażenie, że cały świat został stworzony wyłącznie dla niego. Wspomniałeś o tej kategorii „inności”. U Kamal i Świętego widać, że do przodu pcha ich poszukiwanie jakiejś transcendencji. Kamal – tak. Święty szukał jakiegoś miejsca, gdzie by mógł żyć po swojemu. Znalazł je na plażach Goa. Żył tak przez 40 lat., ale to miejsce zmieniło się na tyle, że przestał się tam czuć jak w domu i uznał, że musi się stamtąd wynieść. Mam wrażenie, że nigdy nie szukał wielkiej przemiany duchowej. W gruncie rzeczy jego życie aż tak bardzo się nie zmieniło. Przeniósł się z Amsterdamu do Indii, chodził w sandałach, a nie w zimowych butach, w spodniach z lnu zamiast jeansach. Żył tak jakby chciał żyć w Amsterdamie, tyle że na swoje miejsce na ziemi wybrał Indie. To po co w takim razie do tych Indii? Indie były wtedy bardzo wśród młodych ludzi modne. Nauki w Katmandu, 1971, fot. Jack Garofalo A czy nie jest trochę tak, że orient przez to, że kusi tą odmiennością, innością również świata religijnego, to kreuje takie wrażenie, że to, co autentyczne znajduje się poza tym, co znamy? Religioznawcy zauważyli, że gdy spotykamy się z innym światem symbolicznym, z rzeczywistością diametralnie różną od naszej, to nawet nasze ciało reaguje w sposób nieświadomy dla nas. Zaczynamy się pocić, tętno skacze nam w górę. Ta inność jest wyzwaniem. Rodzi się fascynacja. Myślę, że tak. Tajemnica zawsze jest obecna w wierze, w duchowości. Oczywiście nie ma w tym nic złego, ale czy to nie jest tak, że świat Zachodu coś utracił? Na pewno tak. I myślę, że coraz bardziej zdaje sobie sprawę, jak dotkliwa jest to strata. Stracił nie tylko tę duchowość, ale również poprzez jej utratę, poczucie wspólnotowości. Dziś żyjemy w tłumie w pojedynkę. Wyrasta to w jakiś sposób z takiego rozumienia ,wolności, jak pojmowali ją hipisi z tamtych czasów. Liczy się tylko moja wolność, a to oznacza, że wspólnota nie ma do mnie dostępu. Wspólnota w sensie narodu, państwa, ale nawet rodziny. Wielu z nich nie zakładało rodzin. Spotkałem starych hipisów, którzy w Indiach mieli dzieci, wiedzieli o ich istnieniu, ale do ich istnienia się nie poczuwali. Wolność wyklucza też poczucie odpowiedzialności za kogoś. Sami więc skazywali się na samotność. Byłem zafascynowany hipisami, odkąd o nich usłyszałem. Byłem ich strasznie ciekaw. Jak to jest, gdy się odrzuci wszystkie te oczekiwania innych wobec własnej osoby? Czy dopiero wtedy człowiek czuje się szczęśliwy? Czy czuje się wyzwolony? Chciałem się tego od nich dowiedzieć. I wiele, wiele innych spraw…to jak wyglądali, jakiej muzyki słuchali… W grę wchodziły też substancje psychoaktywne, które mogły zarówno tą fascynacje, jak i alienacje pogłębiać. Wiemy, że wpływają na podatność na sugestie, że silnie oddziaływają na procesy socjopsychiczne. Wiemy o tym dzisiaj. Oni sami nie mieli tej świadomości. Mówiono im, że używając tych substancji, przyspieszasz swoją drogę do poznania. Podchodzili więc do tego bardzo ufnie. Wydawało im się, że są bliżsi zbawienia, tej nirwany, tego punktu docelowego. Potem sami byli często zdumieni i przerażeni, dokąd to ich zaprowadziło. Święty z ogromną goryczą mówił o sobie i o swoich rówieśnikach, że w pewnym momencie stali się dzieciobójcami. Żeby sami przetrwać, szmuglowali narkotyki i sprzedawali je tym, którzy zafascynowani nimi próbowali ich naśladować, iść w ich ślady, do nich się upodobnić. Sprzedawali im w dodatku nie marihuanę czy haszysz, ale najsilniejsze i najszybciej uzależniające narkotyki. Przed zastrzykiem z heroiny, Goa, 1971, fot. Jack Garofalo Paradoksalnie hipisi wyobrażali sobie Indie, jako miejsce nieskażone kapitalizmem, co dodatkowo wspierała polityka “trzeciej drogi” Nheru. A co może być bardziej kapitalistycznego niż przemyt? Sprowadzać i sprzedawać z zyskiem towary, których w jednym miejscu jest nadmiar, a gdzie indziej ich brakuje. Odrzucając kapitalistyczny porządek i wartości, hipisi, zmieniali się w kapitalistów, by móc funkcjonować w świecie, który uznali za zaprzeczenie kapitalizmu, materializmu. W dodatku niczego nawet nie produkowali, ale zarabiali na spekulacjach. jak na giełdzie. Był taki film polskiego dokumentalisty, Michała Marczaka, Fuck for Forest, o radykalnej grupie skandynawskich hipisów, którzy, jak twierdzą z miłości do natury, kręcąc porno i zbierają pieniądze na pomoc Indianom w Amazonii. W tym filmie jest jedna bardzo uderzająca scena, w której reprezentanci tej grupy jadą do Indian i swoją moralnością, podejściem do używek i spraw seksualnych, tak szokują autochtonów, że oni ich wyrzucają. Miałem podobne wrażenie, czytając o hipisach w Twojej książce. Na swoje potrzeby stworzyli swoje własne wyobrażone Indie, nie zważając na jej mieszkańców. Wiele razy słyszałem podobne opowieści z ust hipisów, jak i hindusów, którzy ich spotykali. Wygląd hipisów i ich zachowanie szokowały tubylców. Wschodnie społeczeństwa są szalenie konserwatywne, przywiązane do tradycji, często w naszym rozumieniu pruderyjne. Ich normy obyczajowe zakazywały niemal wszystkiego, co sobą reprezentowali przybysze z Zachodu. A ci w dodatku tłumaczyli miejscowym, że przyjechaliby być tacy sami jak oni! Waranasi, 1971, fot. Jack Garofalo Człowiek jest jedynym zwierzęciem, któremu nawet jak jest bardzo dobrze, to opuszcza swoją niszę ekologiczną, by eksplorować. To, co jednak mnie zdumiewa, to że ludzie, którzy poświęcili często wiele czasu na poznanie religii, języka i kultury mają jednak chyba cały czas świadomość, że nie potrafią wejść w ten świat do końca. W hinduizmie, przy całym jego ogromie, dominuje przeświadczenie, że hindusem trzeba się urodzić. Z pewnością nawet najbardziej zauroczeni religijnością Wschodu musieli gdzieś tam w głębi siebie czuć jakieś niedopasowanie. Bez wątpienia. Jednym z tych najszczęśliwszych miejsc dla hipisów były plaże Goa, ale nawet w latach 80., kiedy sam zacząłem tam jeździć, miejscowych nie spotykało się zbyt wielu. Ich obecności wcale sobie nie życzyli przybysze z zachodu. Nie chcieli ich krępować ani czuć się w ich obecności skrępowani, osądzani, obgadywani. Młodzi z Amsterdamu, Hanoweru, Londynu pojechali na plaże Goa, by je zająć dla siebie i utworzyć na nich swoją własną republikę. I tylko dla siebie. Jaki to jest paradoks. Hipisi na swoje miejsce w Indiach wybrali Goa, miejsce o tak silnej europejskiej przeszłości i do tego katolickie. Oni wiedzieli, że Goa jest czymś pomiędzy Indiami a Europą. Że swoim zachowaniem mniej będą razić goańskich katolików niż raziliby na przykład braminów z Maharasztry. A osada Auroville? Czy to, że mieści się w Puducherry jest przypadkiem? Stworzono ją nie w Zachodnim Bengalu czy Tamilnadu, ale właśnie w Puducherry, gdzie rządzili Francuzi. Na plaże Goa z Delhi było bliżej i prościej. Do Puducherry trzeba było przebijać się przez cały półwysep. Myślę, że między innymi właśnie dlatego Auroville powstało dopiero pod koniec lat 60. Mam wrażenie, że hipisi uciekali od Zachodu, ale szukali na Wschodzie czegoś rozpoznawalnego, jakiegoś punktu odniesienia. Zachodu się nie wyrzekali tak do końca. Chcieli pozbyć się z zachodu tylko tego, co im nie pasowało. Chcieli też zabrać ze sobą to, co miłe, dobre, bezpieczne. Myślę, że gdyby wybrali ucieczkę na Saharę, na pustynię, to by jednak nie wytrzymali. Ale Goa? Życie nic nie kosztowało, drobniaki, łatwo, przyjemnie. Między innymi to właśnie dlatego postanowiłem wprowadzić do książki Kamal. Ona przeszła rzeczywistą, radykalną duchową przemianę, o której hippisi tylko gadali. Zdając sobie sprawę, że przez hindusów nie zostanie uznana za swoją, nie przebiera się za nich, nie udaje. Przejęła jednak z tej „wschodności” tyle ile mogła. Żyje w aśramach, ale nie przystała do sannjasinów, nie zadaje się z sadhu. Była jedynie ich sąsiadką w grotach u źródeł Gangesu. Potrzebowała tego, innego sposobu życia. A większość hipisów, którzy opowiadali mi o własnej potrzebie zmiany, tak radykalnej wcale nie potrzebowali. Chcieli po prostu znaleźć miejsce, gdzie mogliby żyć, jak chcieli. Goa, Katmandu, Manali, Dharamsala czy Waranasi. Waranasi zawsze było miejscem niezwykłym. Jeśli się tam osiedli, człowiek ma zaraz wrażenie, że nie tylko różni się od zachodu, ale przeniósł się w czasie. Przecież to miasto żyje od kilku tysięcy lat! Jak można w tak prawdziwym miejscu udawać kogoś, kimś się nie jest i kim stać się nie może. W takich miejscach można pozostać jedynie widownią. I dziękować Bogu, że dostało się taką szansę Ludzie z ulicy powiedzieliby pewnie, że w przyszłym wcieleniu to już na pewno będzie hindusem/hinduską. Goa, 1971, fot. Jack Garofalo Może oni też tak myśleli? Czuli się kimś pomiędzy światami i im to odpowiadało. Ale myślę, że znaczenie miały też rozległość kraju i niskie, żadne koszty życia w nim. I cierpliwość Indii wobec tych odmienności. I to, że w Indiach droga się urywała. Nie było dokąd jechać dalej. Do komunistycznych Chin? W Wietnamie trwała wojna, Tajlandia była tuż tuż. Jeśli jechali dalej to do Indonezji, na Bali. Byłem tam nie tak dawno i rozumiem, że mogło ich to miejsce przyciągać. Hipisi w Ameryce wzrastali na lekturze bitników, sprzeciwie wobec imperialnej polityki swojego kraju i wojny w Wietnamie. Skąd jednak takie silne odrzucenie swojej własnej kultury u Polki (Kamal) i Holendra (Święty)? Po tamtym buncie z lat sześćdziesiątych młodzi ludzie nie kontestowali już tak radykalnie świata swoich rodziców. Były podejmowane różne próby, równie idealistyczne i często naiwne, ale nigdy nie przerodziły się w masowy ruch. Taką próbą, może najbliższą tej z lat sześćdziesiątych były ruchy antyglobalistyczne. Gdzie by się nie zbierały szczyty G7, tam zawsze dochodziło do protestów, zamieszek, które nosiły echo buntu młodzieżowego lat 60. Z tych współczesnych protestów narodziła się np. hiszpańska partia Podemos. Ale ten gniew się jednak gdzieś rozmył. Może współczesne państwa i społeczeństwa wypracowały skuteczne sposoby, by na tyle pacyfikować tego typu bunty, że one nie stanowią już zagrożenia? Może sprawił to ten wirtualny świat, który stworzyliśmy? Arabowie skrzyknęli się przez media społecznościowe i przeprowadzili rewolucje. To, że nie potrafili później niczego stworzyć to inna kwestia, ale arabska wiosna była buntem młodzieży przeciwko starym porządkom. Oni wykorzystali te instrumenty, które być może rozbroiły bunt na zachodzie. Dziś, gdy człowiekowi coś nie pasuje w życiu, nie wyjeżdża do Indii, ale często przenosi się do świata na Facebooku. To jest dzisiejsza plaża goańska, gdzie wszyscy są młodzi, piękni, słuchają tej samej muzyki, wyznają te same wartości. Obcym do tego świata można zabronić wejścia, można ich skreślić z grona przyjaciół, znajomych. To jest też wielkie zagrożenie. To prawda. Grozi alienacją. Zamykając się w świecie internetowo społecznościowym, człowiek po jakimś czasie jest przekonany, że wszyscy myślą jak on. Aż nagle, okazuje się, że jest ich tylko garstka, a większość myśli inaczej. Rozczarowani i obrażeni na świat znów mogą wycofać się do swojej przestrzeni, udać się na taką emigrację wewnętrzną, do której przenosili się ludzie w Polsce w latach osiemdziesiątych, niegodzący się z istniejącymi porządkami, ale nie mający tyle odwagi czy wyobraźni, by zaprotestować, przyłączyć się do buntowników. Ta emigracja wewnętrzna nie jest żadnym rozwiązaniem, bo świat rzeczywisty prędzej czy później wkroczy w ich świat i go zniszczy. Odnoszę wrażenie, że dziś młodzi wsysani są przez system, albo uciekają w wewnętrzną emigrację do świata wirtualnego. Hipisi w hotelu w Kabulu, 1971, fot. Jack Garofalo Zawsze jest też kwestia tego, że młodzi dystansują się od świata starych. Hipisowski pacyfizm z rykiem zakończył nihilistyczny punk. Również syn Kamal, pomimo jej starań, wyrasta nie na sadhu, a na biznesmena. Ona chciała przede wszystkim, by jej syn ukształtował się sam, a nie przez system, formujący ludzi według swoich potrzeb. Kamal uważa, że szkoła dla małych dzieci jest złem, że nie powinno się posyłać do niej dzieci, zanim nie skończą dziesięciu lat, bo zabija w nich kreatywność, niezależność. Lhamo wyrósł na chłopca niezwykle kreatywnego i pewnego samego siebie. Kamal nie poniesie porażki, jeśli wychowany przez nią według jej wartości syn postanowi na przykład przenieść się na Zachód i żyć po zachodniemu. Przegra, jeśli mu tego zabroni. “Indie to tysiące spraw. Przekleństwo i wyzwolenie, tworzenie i destrukcja, studnia bez dna. W Indiach ktoś nie dostatecznie przygotowany traci grunt” pisał Tiziano Terzani w “Koniec jest moim początkiem”. Duch słynnego włoskiego dziennikarza wydawał mi się bardzo obecny w Twoim reportażu. Pod koniec życia Terzani, który mieszkał przez pewien czas w aśramie, otrzymał imię „Anam”, czyli dosłownie “ten bez imienia” zupełnie jak Pana bohater Święty Nikt. Tak naprawdę odkryłem dla siebie Terzaniego dopiero niedawno, już po napisaniu książki. To prawda, Indie mogą dać człowiekowi wszystko. Pod warunkiem jednak, że będzie chciał z tego skorzystać. Słyszę pieśń Lennona „instant karma”. Może Indie są takim samym przyspieszaczem jak LSD? Odkrywa się w nich to, nad czym zwykle w życiu nie ma się czasu zastanowić. A może to wcale nie Indie, tylko podróż? Goa, 1971, fot. Jack Garofalo Złap chorobę dentystyczną koni wcześnie: Ucz się objawów EOTRH wraz z wiekiem konie są narażone na większe ryzyko rozwoju choroby stomatologicznej. Najczęstszą chorobą, której właściciele koni muszą być świadomi, jest resorpcja zębów i Hipercementoza koni (EOTRH). Proces ten występuje u starszych koni, gdy ich ciało resorbuje kości i tkanki otaczające siekacz (i czasami psy) korzenie. Gdy koń traci coraz więcej brodawek zębowych (dziąseł między każdym siekaczem), Karma gromadzi się i daje zielone światło dla infekcji w kieszeniach dziąseł (dziąseł). Może to zniszczyć więzadło przyzębia, który pomaga utrzymać każdy ząb w miejscu, a także kości wyrostka zębodołowego, który otacza korzeń zęba. ten proces zapalenia i infekcji może również wpływać na środek zęba (miazgę), a ostatecznie cementum, materiał podobny do szkliwa, który pokrywa ząb konia, zaczyna rosnąć w pobliżu linii dziąseł. Naukowcy uważają, że proliferacja cementu jest sposobem organizmu na stabilizację zęba, gdy normalne struktury ulegają pogorszeniu. W miarę postępu EOTRH część linii dziąseł tylko się pogarsza, a struktury podporowe nadal się zmniejszają. Osłabione obszary zębów mogą nawet złamać. Cały proces jest bardzo bolesny i może prowadzić do zmian w zdolności konia lub chęci jedzenia. nikt nie wie dlaczego eotrh występuje. To nie jest nowa choroba i prawdopodobnie była z końmi w całej historii, ale wydaje się być bardziej powszechne w tym czasie. Niektórzy badacze obwiniają związane z wiekiem zmiany w jamie ustnej, takie jak naturalna utrata korony rezerwowej zęba (część zęba ukryta przez dziąsło). Uraz zębów i niewystarczająca ilość czasu spędzonego na żucie również mogą być odpowiedzialne. czynniki ryzyka choroby zębów koni EOTRH najczęściej występuje u koni w wieku powyżej 15 lat. konie czystej krwi, Warmbloods i Arabians wydają się być bardziej predysponowane do EOTRH niż inne rasy. ogiery mogą być bardziej podatne niż klacze lub wałachy. konie z ograniczonym dostępem do pastwisk lub te, które spożywają pokarm, który nie wymaga dużego żucia,takie jak konie na diecie opartej na Lucernie. konie z chorobami endokrynologicznymi, takimi jak zespół metaboliczny koni (EMS) lub choroba Cushinga, są o 50% bardziej narażone na rozwój EOTRH niż zdrowe konie. Lekarze weterynarii uważają, że wysokie krążące stężenie insuliny i glukozy u koni z EMS może być związane z chorobą przyzębia. Dodatkowo, konie z chorobą Cushinga są znane z upośledzenia funkcji immunologicznych, co czyni je bardziej podatnymi na infekcje. objawy EOTRH EOTRH trwa lata, aby rozwinąć się w bardzo destrukcyjne i najbardziej bolesne etapy. Zmiany w zębach i bólach koni mogą być dość subtelne we wczesnych stadiach. Właściciele koni zwykle kojarzą te znaki z tym, że ich koń starzeje się i staje się trochę zrzędliwy. Coroczne egzaminy ustne od lekarza weterynarii może pomóc zidentyfikować eotrh wcześnie. wczesne objawy EOTRH są często związane z bólem siekacza i mogą obejmować: Twój koń nie jest w stanie lub nie chce chwycić twardych smakołyków, takich jak jabłka lub marchew zwierzę próbuje użyć warg zamiast zębów, aby chwycić siano i trawę spędzając nienormalną ilość czasu na pyskowaniu przy wiadrze z wodą “uśmiechnięte” zachowanie, pociągając wargi do tyłu zarówno podczas odpoczynku, jak i pracy odporność na ukłucie nadmierne ślinienie brak apetytu utrata masy ciała odporność na operowanie ustami lub badanie zębów po zakończeniu procesu resorpcji rozpoczęty, można zauważyć fizyczne objawy w ustach, takie jak: utrata brodawki zębowej (dziąseł między siekaczami) zęby, które wydają się bulwiaste i odbarwione w pobliżu korzenia linie dziąseł, które wydają się cofać tkanka otaczająca górną część zębów staje się powiększona i stan zapalny jeśli korzenie zębów są zainfekowane, możesz również zauważyć małe czerwone kropki nad linią dziąseł luźne zęby z powodu utraty korzenia struktura Jak diagnozuje się eotrh? rozpoznanie właściciela jest pierwszym krokiem w kierunku diagnozy EOTRH, ponieważ prawdopodobnie zauważysz subtelne zachowanie konia i zmiany wzorca jedzenia przed innymi. Lekarz weterynarii może potwierdzić diagnozę EOTRH na podstawie zarówno badania fizykalnego zębów i wykonując kilka zdjęć rentgenowskich. Rentgenowskie są niezbędne do ujawnienia destrukcyjnego procesu ukrytego pod linią dziąseł. Korzystając z tych obrazów, lekarz weterynarii będzie mógł sprawdzić korzenie górnych i dolnych siekaczy, a także kłów. Będą również szukać utraty przestrzeni więzadła przyzębia, zmiany w kości otaczającej korzenie zęba, i wszelkie dowody zakażenia kości lub złamane zęby. leczenie EOTRH niestety niewiele można zrobić, aby spowolnić postęp EOTRH po jego rozpoczęciu. W łagodnych przypadkach, konie korzyści z posiadania dentysty weterynaryjnego adres wczesnych stadiach choroby przyzębia. Można również utrzymać siekacze wolne od materiału paszowego poprzez codzienne płukanie jamy ustnej wodą lub nawet mycie zębów. jednak po wystąpieniu zmian radiograficznych i bólu większość praktyków zaleca ekstrakcję dotkniętych zębów. Usunięcie zębów łagodzi ból związany z każdym zęba, a nawet może zapobiec rozszerzeniu się procesu na pobliskie siekacze. Większość lekarzy koni ma doświadczenie w opiece dentystycznej i jest zdolna do usuwania luźnych siekaczy. jeśli choroba jest zaawansowana i twój koń wymaga całkowitego usunięcia siekaczy, może być konieczne skierowanie go do dentysty weterynaryjnego lub chirurga, ponieważ odzyskanie wszystkich zainfekowanych materiałów, pękniętych odłamków zęba lub poważnie resorbowanych zębów może być bardzo trudne technicznie. Po zabiegu konie otrzymują kurs leczenia bólu i antybiotyków. Większość lekarzy weterynarii zaleca wykonywanie seryjnych zdjęć radiologicznych, aby zapewnić całkowite usunięcie uszkodzonych zębów i monitorować postępy pozostałych siekaczy. pod względem odżywczym konie te zazwyczaj otrzymują namoczoną paszę granulowaną przez pierwsze kilka dni po operacji, ale mogą szybko przejść na namoczone siano lub nosze do siana (kompletna pasza granulowana, która służy jako alternatywa dla paszy). Konie uczą się używać warg i języka do chwytania trawy i siana, a ponieważ siekacze nigdy nie były przeznaczone do mielenia pokarmu, konie te nadal są w stanie jeść twardą paszę. Niektóre starsze konie mogą korzystać z paszy dla seniorów, aby pomóc im utrzymać normalne dzienne spożycie kalorii. Zaplanuj roczne badanie stomatologiczne dla konia roczne badanie stomatologiczne od wykwalifikowanego weterynarza koni jest jednym z najlepszych sposobów na wczesne wykrycie problemów dentystycznych i uniknięcie EOTRH. Carolina Equine Hospital oferuje kompleksowe usługi stomatologiczne. Wypełnij nasz formularz online lub zadzwoń pod numer 336-349-4080, aby umówić się na egzamin dla Twojego konia.

karma nigdy nie gubi adresu