Wstęp i komentarz Maria Janion Wrocław 1951, s. V–XIX. O Tadeuszu Borowskim. Wieś 1951 nr 29, s. 2. [Recenzja: Józef Dunin-Borkowski: Wybór poezji. Wydał i Maria Janion, Pierwsze wyzwolenie wyobraźni – streszczenie. Na początku autorka przywołuje swoje doświadczenia badawcze w poszukiwaniu etymologii francuskiego słowa fantasme. Od znaczenia typowo medycznego, wskazującego na zaburzenia zdolności umysłowych przechodzi do definicji cechy osoby zupełnie zdrowej na umyśle, marzącej Maria Janion Wyniki wyszukiwania, prezentowane na stronie, dopasowane są do kryteriów wyszukiwania podanych przez użytkownika. Staramy się wyróżniać produkty, które mogą szczególnie zainteresować naszych użytkowników, używając w tym celu oznaczenia Bestseller lub Nowość. cash. Zadanie poziomka38@buziacze...Tekst ze zrozumieniem prosze błagam Zaria Janion "Polacy i ich wampiry"TEKST:[1] Losy Polaków łączą Maria Janion "Polacy i ich wampiry" TEKST: [1] Losy Polaków łączą się ściśle z losami ich upiorów, a zwłaszcza wampirów. To zdanie nie zostało napisane w hiperbolicznym furorze i uniesieniu. Słowiańskie przedchrześcijańskie wierzenia w upiory i wampiry trwały wszak długo i uporczywie. W latach trzydziestych naszego stulecia jeden z najświetniejszych znawców kultury ludowej Słowian, Kazimierz Moszyński, pisał, że "właśnie w dorzeczu dolnej Wisły do ostatnich czasów znajdowało się wybitne ognisko wampiryzmu. W centrum narodowego arcydzieła, w III części "Dziadów" Mickiewicza tkwi - pod względem potęgi patriotycznej dzikości, nienawiści i mściwości nie dający się z niczym w literaturze polskiej porównać - wampiryczny śpiew Konrada ("Pieśń ma była już w grobie, już chłodna...") ze słynnym refrenem: Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga, Z Bogiem i choćby mimo Boga! [2] Na różne sposoby usiłowano zatuszować siłę tego utworu, zresztą i sam Mickiewicz próbował ją zdecydowanie osłabić, wkładając natychmiast w usta postaci dramatu jednoznaczną ocenę moralną. Ksiądz Lwowicz wykrzykuje: "to jest pieśń pogańska", a Kapral mu wtóruje :"to jest pieśń szatańska". Przecież jednak poeta nie tylko ją napisał, ale i wydrukował. [7] Mickiewicz wystawił dwa poetyckie świadectwa demoniczno-wampirycznej sile poezji. Konrad Wallenrod na chwilę wybucha wściekłą nienawiścią do poezji wajdelotów: Jeszcze w kolebce wasza pieśń zdradziecka Na kształt gadziny obwija pierś dziecka I wlewa w duszę najsroższe trucizny, Głupią chęć sławy i miłość ojczyzny. [8] W III części "Dziadów" ta gadzina zmienia się w wampira. To nie łagodny literacki upiór miłosnego zabójcy[z IV części "Dziadów"], to pierwotny, groźny, krwiożerczy wampir patriotycznej zemsty. Z całą świadomością Mickiewicz dokonał transformacji tamtego Upiora w tego wampira. Dlaczego tak się stało? Pieśń Konrada - czarownika, proroka, szamana, wampira - tchnie obecnością pierwotną, wampiryczną. nie da się jej ani oswoić, ani złagodzić, ani podrobić: to nie jest ogólnie uprawiana przez romantyków literacka stylizacja "na folklor". Pieśń Konrada poraża dzikością i obcością. Ujawnia straszny, szalony zew zemsty, słychać go w niej, jak wycie wampirów i wilkołaków. Czujemy, że Mickiewicz stanął tu wobec jakiejś ostateczności i zmierzył się z nią poza domeną moralności chrześcijańskiej. I przetrwało w nim to doświadczenie, chociaż przetrawione późniejszą wiarą, doświadczenie wampira. [9] Stając się wampirem, Polak oddawał się "złej" zemście na wrogu. Doznawała tu efemerycznego jakby zawieszenia dwuznaczność i dwoistość kondycji Polaków - rozdartych miedzy nakazem miłości a żądzą zemsty cnotliwych rycerzy chrześcijańskich, uplątanych wszak w zbrodnicze zamiary;idyllicznych Słowian, których wrodzona łagodność wystawiona została na najcięższą z prób - w obliczu zaborczego zła i bezprawia. W figurze wampira zawarła się głęboko uwewnętrzniona artykulacja losu polskiego, jego fundamentalnej dziejowej i moralnej - dwuznocznosci. na czym polega szczególny charakter śpiewu Konrada na tle literatury polskiej. w jaki sposob mickiewicz próbował złagodzic wymowe pieśni korada 3. Przedstaw w jakich okoliczosciach poeta ujawnił swoja znajomosc wierzen w wampiry. 4. Podaj funkcje zdan pytajacych umieszczonych na poczatku 4, akapitu dwa utwory mickiewicza w ktorych poezja zostala obdarzona demoniczna siła. na czym polega gest przekroczenia chrzescijaskiego porzadku moralnego dokonany przez konrada. blocked 1. Śpiew Konrada ma być wyrazem patriotczej nienawiści i zemsty na wrogu. Nie da się tego porównać do innych dzieł literaturze Mickiewicz włożył w usta innych bohaterów ocenę moralną pieśni Kondrada. Ksiądz Lwowicz określa ją "pogańską", a Kapral "szatańską".3. Mickiewicz ujawnił swoją znajomość wierzeń wampiry w swoich utworach. Poeta jest rozdarty pomiędzy wartościami chrześcijańskimi, a wampiryczną chęcią Są wstępem do dywagacji na temat powodu zabiegu Mickiewicza w jego dziele, czyli przemiany "łagodnego upiora" w żądnego zemsty "Dziady", "Konrad Wallenrod".6. Chrześcijańska moralność krytykuje ideę odwetu, zaś Konrad wyraźnie unosi się chęcią nadzieję, że coś z tego będzie... o 00:21 Joasia1112 1. Śpiew Konrada ma być wyrazem patriotczej nienawiści i zemsty na wrogu. Nie da się tego porównać do innych dzieł literaturze Mickiewicz włożył w usta innych bohaterów ocenę moralną pieśni Kondrada. Ksiądz Lwowicz określa ją "pogańską", a Kapral "szatańską".3. Mickiewicz ujawnił swoją znajomość wierzeń wampiry w swoich utworach. Poeta jest rozdarty pomiędzy wartościami chrześcijańskimi, a wampiryczną chęcią Są wstępem do dywagacji na temat powodu zabiegu Mickiewicza w jego dziele, czyli przemiany "łagodnego upiora" w żądnego zemsty "Dziady", "Konrad Wallenrod".6. Chrześcijańska moralność krytykuje ideę odwetu, zaś Konrad wyraźnie unosi się chęcią zemsty. o 12:51 Barbara Szczepuła Współpraca z profesor Marią Janion to najbardziej fascynująca przygoda mojego życia. Poza moją rodziną, jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie - deklaruje profesor Małgorzata Czermińska. Mówi się, że profesor Janion naznaczyła w jakiś sposób swoich studentów i współpracowników…Tak bywa w przypadku wielkiej indywidualności, Mistrzyni jest nią niewątpliwie. To postać charyzmatyczna, obdarzona szczególną umiejętnością gromadzenia wokół siebie ludzi. Zawsze podkreślała, że jest nauczycielką i relacje z uczniami mają dla niej wielkie znaczenie. Przepracowałam z nią połowę mojego życia zawodowego, wywarła na mnie ogromny wpływ. „Jeśli idzie o Małgorzatę Czermińską, to zdaje mi się, że między mną a nią zawsze było porozumienie i zarazem nieporozumienie jakby. Czułam jej zastrzeżenia do mnie i sama miałam do niej zastrzeżenia. Zawsze była zdecydowaną katoliczką. Ale podobało mi się, że mimo tej różnicy poglądów potrafiłyśmy pracować razem bardzo dobrze, niezmiennie przez lata. To jedna z bliskich, ważnych osób w moim życiu” - powiedziała profesor Janion w wywiadzie udzielonym Kazimierze Szczuce. Rzeczywiście, jestem praktykującą katoliczką, ale nie mam zwyczaju manifestować tego na każdym kroku. Chyba że ktoś mnie zapyta. Ale gdy się latami pracuje razem, prowadząc, i to na otwartym, seminaryjnym forum „rozmowy istotne”, to przecież z czasem widać, kto ma jaki światopogląd. Mistrzyni nigdy wprost nie zażądała od nikogo z nas jawnych deklaracji. Co do mnie z pewnością szybko się zorientowała, że mój katolicyzm jest, mówiąc w skrócie, z kręgu „Tygodnika Powszechnego”, i zresztą nie tylko mój w gronie jej gdańskich uczniów. Co dla mnie istotne, właśnie dzięki profesor Janion poszerzałam swoją wiedzę na temat chrześcijaństwa. Mam na myśli jej wykłady o romantykach, o ich światopoglądzie i filozofii. Komentując dzieła Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego, mówiła o ich koncepcji Boga, ale też o ich sporach z chrześcijaństwem, o ocieraniu się o herezję, o czym w przypadku Mickiewicza świadczyło całe to zdumiewające zaczadzenie intelektualno-emocjonalne bardzo wielu naszych romantyków Towiańskim. Miała olbrzymią wiedzę i relacjonowała ich poglądy z kompetencją i zrozumieniem. Choć określała siebie jako materialistkę, to stale mówiła o prymacie ducha nad materią, nie w sensie religijnym, ale kulturowym, intelektualnym. Powtarzała, że to kultura kształtuje naturę, a nie odwrotnie. Wywiodła to właśnie ze swojej fascynacji romantykami. Człowiek, który myśli i czuje, jest wprawdzie ograniczony do ciała, ale może te ograniczenia przekraczać. Głęboko wierzyła w siłę psychiki, siłę woli człowieka, zdolność do twórczości w przeciwieństwie do deterministycznych ograniczeń, w myśl których to byt miałby kształtować świadomość. Mówiła o tym w sposób porywający. To, że ma taki dar inspirowania, jest chyba jedną z tajemnic jej zdolności wywierania wpływu. W rozmowie i na wykładzie pracuje w wyobraźni, nie ogranicza się do zreferowania jakiejś wiedzy, ale na przedłużeniu erudycyjnego wywodu sama coś wymyśla, improwizuje, tworzy. Czasem się z nią nie zgadzałam, a nawet próbowałam się spierać na tematy metodologiczne, a to dlatego że przyszłam do niej już uformowana podczas studiów na Uniwersytecie Warszawskim przez profesora Kazimierza Budzyka, który zmarł przedwcześnie, ale to on właśnie wykształcił twórców polskiego strukturalizmu - Janusza Sławińskiego, Michała Głowińskiego i innych. Mimo powrotu do Gdańska na stałe pozostałam w tamtym środowisku i stale miałam poczucie, że oni akceptują mnie trochę jak młodszą siostrę. Gdy w Gdańsku znalazłam się w odmiennym kręgu intelektualnym, profesor Maria Janion nie mogła mnie tak całkiem „połknąć”. Choć więc zachowywałam swój strukturalistyczny grunt, jednocześnie ulegałam niezwykłemu wpływowi Mistrzyni i do dziś nie wyobrażałam sobie życia bez niej. Aż tak? Tak. Poza moją rodziną, jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie. My, uczniowie Janion, stanowiliśmy wspólnotę, do której należeli przede wszystkim trzej „transgresorzy”: Stanisław Rosiek, Zbigniew Majchrowski i Stefan Chwin, a także Ewa Nawrocka, Kwiryna Zięba i inni. Mistrzyni spełniała się w kontakcie z nami. Sama nieraz mówiła, że kiedy wykłada, widzi wpatrzone w siebie oczy i wie, że jej słuchamy. Wówczas myśli bardziej intensywnie, buduje własny świat, tworzy własne idee. Notowałam jej wykłady, ona je potem jeszcze uzupełniała i powstała z tego książka „Romantyzm. Rewolucja. Marksizm”. To była dla mnie niezwykła przygoda. Mogłam na bieżąco śledzić, jak się rozwija jej myśl. Skorzystałam na tym z pewnością więcej niż ona na mojej pomocy, o której pisze we wstępie do książki (śmiech). Fascynował ją problem: czym jest zło… Chciała zrozumieć tajemnicę zła. Odpowiedzi szukała zresztą nie tylko w literaturze, zwłaszcza romantycznej, ale również w kinie. Zbigniew Majchrowski (od dawna profesor, ale przez lata jeden z najbardziej czynnych uczestników szalonych seminariów „transgresyjnych”) wpadł na znakomity pomysł, by dziewięćdziesiąte urodziny profesor Janion obchodzić nie w formie „akademii ku czci”, ale przeglądem ważnych dla niej filmów, przede wszystkim z lat 70., takich jak „Król Edyp” Passoliniego, „Danton” Wajdy, „Zagadka Kaspara Hausera” Herzoga, „Zmierzch bogów” Viscontiego czy „Blaszany bębenek” Schlöndorffa. „Kino według Marii Janion” pokazano w Gdańsku i Warszawie. Na projekcje przychodziło wiele osób - co ważne, także młodych. Dziwi mnie trochę prezentacja w ramach tego przeglądu „Nosferatu wampira” Herzoga. O, nie powinna dziwić. To dla niej niezwykle ważny wątek. Uważała wampira za postać symboliczną, streszczającą w sobie tajemnicę obecności zła w ludzkiej egzystencji. Poświęciła temu obszerną książkę, która cieszyła się dużym powodzeniem. To jedna ze spraw, które nas różnią. Ja na ten temat nie mam wiele do powiedzenia. Przeszkadzało mi w opowieściach o wampirach nawiązywanie do kultury popularnej, stylistyki gotyckiej grozy, która wprawdzie przeraża, ale i trochę śmieszy jakąś jarmarczną tandetnością. Janion uważała jednak, że autorzy tego typu filmów i książek próbują pokazać, jak zło może zawładnąć człowiekiem. Ona wie coś, czego ja nie wiem. „Wydaje mi się, że gdańszczanie czują się spadkobiercami humanistyki rozumiejącej” mówi profesor Janion. „Humanistyka rozumiejąca” - co to właściwie znaczy? W twórczości i dziele naukowym, ale także w rozwoju osobowości Marii Janion można wyodrębnić trzy wielkie fazy. W młodości była materialistką i marksistką. Potem nigdy już do tego nie wracała, choć nadal interesował ją marksizm jako pewna filozofia kultury i teoria rewolucyjnych przemian w społeczeństwie. Następna była faza humanistyki rozumiejącej. To wtedy właśnie przyjeżdżała z Warszawy na zajęcia do Gdańska. Trzecia faza to feminizm, mówiąc w dużym skrócie, bo to nie wyczerpuje szerokich zainteresowań Mistrzyni. Humanistyka rozumiejąca wywodzi się z tradycji filozofii niemieckiej początku XX wieku, która sformułowała postulat odrębnego typu naukowości w refleksji nad człowiekiem i kulturą. Nauki humanistyczne tworzą zupełnie inny model poznania niż nauki ścisłe, ale też są naukami, a nie subiektywnym fantazjowaniem. Nauki ścisłe odkrywają i wyjaśniają prawa rządzące światem, a humanistyczne pytają o sens egzystencji i dążą do tego, by zrozumieć. Chciałam zapytać o słynne seminarium „Transgresje”. Na czym to polegało? To były konwersatoria ogólnohumanistyczne, metodologiczno-teoretyczne i artystyczne. Zajmowaliśmy się literaturą, ale i filozofią, pewnymi zjawiskami społecznymi, psychoanalizą, a także malarstwem, teatrem oraz właśnie filmami wiele lat wcześniej, zanim na początku XXI wieku pojawiły się studia kulturowe. Razem oglądaliśmy i omawialiśmy filmy. Na te zajęcia, oprócz studentów polonistyki, przychodzili pracownicy naukowi i studenci z innych kierunków, a także „ludzie z miasta”. To stwarzało atmosferę - jakby to powiedziała Mistrzyni - gorączki intelektualnej. Potem z tych dyskusji powstały książki: „Galernicy wrażliwości”, „Osoby”, „Maski”, „Odmieńcy”, „Dzieci”. Gdzieś przeczytałam, że to seminarium wytyczało genderowe ścieżki… Chyba i wytyczało, i wprowadzało do polskiej myśli humanistycznej już istniejące koncepcje. Czytaliśmy i dyskutowali o tym, że w życiu społecznym płeć nie istnieje tylko na płaszczyźnie biologii, że istotne są kulturowe uwarunkowania ról płciowych, zmieniających się w czasie i w zależności od całościowego charakteru różnych kultur na świecie. Wśród uczniów Marii Janion można znaleźć osoby tak różne jak profesor Małgorzata Czermińska i profesor Ewa Nawrocka, feministka… Ja też jestem w pewien sposób feministką, a z kolei Nawrockiej nie można zamknąć tylko w tej formule. Może najbardziej zdeklarowaną wśród nas feministką jest Ewa Graczyk. Przede wszystkim jednak Janion ceniła indywidualności. Formowała nas, ale szanowała naszą odrębność. Choć zdarzało się, że przejeżdżała po nas jak czołg. Czuliśmy, że jest osobą bardzo impulsywną, zaprzeczeniem zasuszonego uczonego, który siedzi i czyta coś z kartki. Kochaliśmy ją, ale gdy się rozgniewała, potrafiła boleśnie uderzyć. Uważam jednak, że warto było zapłacić każdą cenę, by z nią współpracować. Dzięki niej zrozumiałam, że wielcy ludzie mają wady na swoją miarę. Polityczne dyskusje też się odbywały? Nie za często. Mieliśmy wtedy poważniejsze sprawy do omawiania niż polityka. Wielka literatura, fundamentalne sprawy egzystencjalne. To się trochę zmieniło z chwilą powstania Solidarności. Maria Janion napisała tekst o Wałęsie, który znalazł się w książce jemu poświęconej, a wydanej przez Wydawnictwo Morskie. Dostrzegła wtedy, że strajk mówił językiem romantyzmu, na przykład odnowił się stereotyp ułana i dziewczyny. On żegna ją i idzie na wojnę. Zostawia żonę i dzieci i idzie na strajk, walczyć o Polskę. Jeśli więc mówiło się o polityce, to raczej o polityce przez wielkie „P”, w rozumieniu greckim… Poziom dzisiejszej klasy politycznej jest doprawdy żałosny, i to od prawa do lewa. Trzeba by ich pogonić z powrotem do szkoły i na uniwersytet. Może by ich Janion czegoś nauczyła… na przykład odpowiedzialności, poczucia ważności życia społecznego. Ta wielka indywidualistka przywiązywała ogromną wagę do życia zbiorowego. Solidarność była rewolucją, ludzie rzucali serca na stos i wielu z nich zapłaciło za to wysoką cenę. Ona wiedziała także, że rewolucja pożera własne dzieci. Na ten temat nieraz dyskutowaliśmy. W liście do uczestników ubiegłorocznego Kongresu Kultury profesor Janion napisała: „Jakże niewydolny i szkodliwy jest dominujący w Polsce wzorzec martyrologiczny! Powiem wprost - mesjanizm, a już zwłaszcza państwowo-klerykalna jego wersja, jest przekleństwem, zgubą dla Polski. Szczerze nienawidzę naszego mesjanizmu”.Janion kocha Polskę, a nie jej karykaturę. Ja też uważam, że mesjanizm to wynaturzenie romantyzmu i ośmieszanie Polski. Na jakiej, u licha, zasadzie uroiliśmy sobie, że Bóg nam powierzył zbawienie świata? Przecież to pycha, matka wszystkich grzechów. Każdy polityk, który tak gada, a deklaruje się jako katolik, powinien zaraz lecieć do spowiedzi. Jest jeszcze jeden fragment, który do mnie trafia. „Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać”. I to właśnie znów się dzieje. Minęły rozbiory, okupacja i komunizm, a my znowu, zwłaszcza po 10 kwietnia 2010, jak bohaterowie „Transatlantyku” Gombrowicza z Bractwa Kawalerów Ostrogi, wbijamy sobie ostrogi w łydki. Kompletnie nic z tego nie wynika, prócz masochistycznej złudy, że „cierpimy dla ojczyzny”. A może dla ojczyzny nie trzeba deklamować i machać sztandarem, tylko zakasać rękawy i zabrać się do roboty, rzetelnie zdobywać wiedzę i odważnie, krytycznie (także samokrytycznie), twórczo myśleć? @ "Filologia Polska", t. 5, "W stronę literatury i języka", red. M. Mikołajczak, K. Węgorowska, Zielona Góra 2013, s. RawskiThis PaperA short summary of this paper1 Full PDF related to this paperDownloadPDF Pack

maria janion polacy i ich wampiry